Po co wyrzucać, skoro można zasadzić?

Fakt, po co wyrzucać resztki warzyw, skoro można włożyć je do wody, a gdy wypuszczą korzenie przesadzić do doniczki i mieć mały ogródek na parapecie lub balkonie? Zazdroszczę wszystkim szczęśliwym posiadaczom balkonów, ja niestety go nie mam i korzystam wyłącznie z parapetu. Na razie robię próbę z selerem naciowym, obciętą końcówkę selera włożyłam do niewielkiej ilości wody i postawiłam w słonecznym miejscu. Po kilku dniach okazało się, że listki już zaczynają wyciągać głowy do światła. W najbliższym czasie przesadzę seler do doniczki. Możesz zrobić podobną, domową hodowlę szczypiorku albo pietruszki. To co, do dzieła?🙂

dsc_0236dsc_0229dsc_0225

Bezglutenowe brownie ze skórką pomarańczową

Od pewnego czasu wyrzuciłam ze swojej diety gluten. Podobno jest to teraz modne i wiele osób stosuje taką dietę, ja zrobiłam to dla poprawy zdrowia jako nareszcie zdiagnozowana Hashimotka. Zauważyłam już pewne zmiany na lepsze, ale mimo wszystko moja wiedza na ten temat jest niewielka i dlatego czytam, dopytuję, smakuję i sprawdzam. Wczoraj, zupełnym przypadkiem trafiłam na Food Fest w Katowicach i zachwycona pysznościami, które zobaczyłam i spróbowałam, wstałam dziś rano i rozczochrana poszłam sprawdzić, jakie składniki mam w kuchni i co mogłabym z nich zrobić. Na Food Fest spróbowałam niebiańskiego, bezglutenowego brownie z dodatkiem słodkiego kremu. Nie lubię piec ciast i żaden ze mnie cukiernik, ale przejrzałam trochę przepisów, zakasałam rękawy i wzięłam się do roboty. Efekt bardzo mnie zaskoczył i pisząc ten post jestem zadowolona, objedzona i oblepiona czekoladą. Przy najbliższej okazji pieczenia brownie (która nadarzy się już w następny weekend) zamienię jednak cukier na daktyle i dorzucę solidną garść orzechów włoskich. Dość gadania, pora zgromadzić składniki i heja do pracy. Co potrzebujesz:

50 gramów mąki ryżowej

50 gramów mąki kukurydzianej

łyżka mąki ziemniaczanej

2 tabliczki gorzkiej czekolady (ja miałam obie 80% kakao)

3 jajka zerówki (nie kupuj jajek innych niż zerówki, bo to z różnych względów paskudztwo i syf. Wysil się, poszukaj i kup zerówki)

3/4 szklanki cukru (trudno, tym razem tak wyszło, ale następnym razem wykorzystam daktyle)

szczypta soli

200 g masła (czyli kostka) lub 180 g oleju kokosowego

łyżka skórki pomarańczowej dla dodania charakterystycznego smaku

Moje brownie upiekłam w długiej brytfance (9x 28 cm) wysmarowanej olejem kokosowym i wyłożonej papierem do pieczenia. Jeśli masz inną brytfankę to użyj jej śmiało, najlepsza to taka o wymiarach koło 18×24.

Przygotuj brytfankę, nagrzej piekarnik do 160 stopni. Rozpuść masło lub olej, dodaj połamaną w kostki czekoladę i mieszaj do całkowitego rozpuszczenia się. Halo, nie zagotuj!

Jajka rozbij, dodaj cukier i dokładnie zmiksuj. Dodaj masę czekoladową, wymieszaj. Wrzuć szczyptę soli oraz stopniowo, mieszając, dodawaj mąkę. Całość dokładnie zmiksuj tak, aby nie było grudek. Na koniec dodaj skórkę pomarańczową, wymieszaj i powstałą masę wlej do brytfanki. Wygładź, stuknij dwa-trzy razy o blat aby wypchnąć powietrze, życz powodzenia i włóż do piekarnika na 30 minut.

Na koniec pieczenia możesz sprawdzić patyczkiem, czy wszystko gra (patyczek powinien być w miarę suchy, nie może się ciągnąć nieupieczona masa. Faktem jest, że brownie zawsze sprawia wrażenie zakalcowatego i będzie wilgotne, ale chodzi o to, że ma być upieczone w środku). Myślę, że zadziała też metoda „poznaj Stachu po zapachu” i kiedy poczujesz ten cudowny, czekoladowy zapach to będziesz pewna/pewny, że można wyłączyć piekarnik. Ja potrzymałam ciasto jeszcze kilka minut i wyjęłam do ostudzenia na około pół godziny. Wyjęłam z blaszki i zanim je pokroiłam, także minęło około 30 minut. Jedzenie gorącego ciasta nie sprawia mi frajdy, moim zdaniem najlepiej porządnie je wystudzić.

Następnie zjedz ciasto i uważaj się za najszczęśliwszego człowieka na świecie.

Nie zapomnij poczęstować nim kogoś fajnego (lub niefajnego, wówczas po zjedzeniu takiej ilości czekolady na pewno stanie się fajny).

Ściskam, Niemięsojadka

brownie

 

Deser pomarańczowy z chia w mleku kokosowym z owocami róży

Co za cudna, deszczowa sobota! Po ogólnym ogarnięciu mieszkania i załatwieniu tysiąca spraw w mieście można zamknąć się w kuchni i gotować. Najpierw bezglutenowe tortellini ze szpinakiem a później bezsernik jaglany (chłodzi się w lodówce). Ale co by tu zjeść na szybko (i słodko)…? No dobra, do dzieła. Mleko kokosowe? Jest. Nasiona chia? Meldują się na wezwanie. Pomarańcza? Dalej poszło gładko. Abrakadabra i mam deser. Ciebie też zachęcam do zrobienia go. Szykuj szkło i do dzieła! To co za chwilę zobaczysz, powstało z następujących składników:

2 dojrzałe pomarańcze

6 łyżek mleka kokosowego z namoczonymi wcześniej nasionami chia (do puszki mleka 400 ml najlepiej dodać 5 łyżek nasion, dokładnie wymieszać i wstawić na kilka godzin do lodówki)

kawałki owoców róży (znalazłam w spiżarce- dostałam je kiedyś od mamy. Ty możesz użyć np. rozmrożone maliny, jagody, aronię lub inne owoce, które lubisz i masz pod ręką)

Nasiona chia najlepiej namoczyć przez kilka godzin w mleku kokosowym, doskonale napęcznieją i będą efektownie wyglądać. Pomarańcze obierz, pokrój i zmiksuj blenderem. Kawałki owoców delikatnie przyklej do ścianek naczynia w którym podasz deser. Delikatnie wlej mus pomarańczowy a na koniec dodaj nasiona. Udekoruj według uznania.

Ściskam, Niemięsojadka

DSC_0165DSC_0170DSC_0161

Szalone dynie na parapecie

Pamiętasz opowieść, jak Wojtek został strażakiem? Ja za to wymarzyłam sobie, że zostanę rolnikiem. Rolniczką. Hodującą dynie i pomidory na parapecie. Od dwóch tygodni mam swoje małe szklarnie- stoją na parapecie, słońce je dogrzewa i sprawia, że w środku szklarenek ma miejsce istne szaleństwo. Co tu dużo mówić, wystarczy, że zobaczysz zdjęcia poniżej. Kiedy zaczną się rozrastać, przesadzę je do większych doniczek i wyprowadzę na balkon. Tadaaam, oto moje dynie:

DSC_0146DSC_0142DSC_0139DSC_0143

Ratunku! Koktajl pietruszkowy kontra wirus

Cóż, w sobotę poddałam się. Nieprzyjaciel zaatakował i powalił mnie prawym sierpowym, kopniakiem w kolano i ostatecznym ciosem w ucho. Bam! Leżę. Kicham. Kaszlę. Marudzę. A później wstałam i znów zaczęłam walczyć. No co, serio mam tak leżeć i czekać na kolejne ciosy zadawane przez wirusa?

Jeśli i Ty teraz podejmujesz walkę z chorobą (a paskudztwa plenią się jak szalone: a to w autobusie aaaapsik! a to w pracy aaaaapsik! a to w sklepie khe khe! aapsik!), przyda Ci się solidny oręż. U mnie sprawdziła się broń z jabłek, pomarańczy, natki pietruszki, kurkumy, nasion chia i pieprzu kajeńskiego. Nie zwlekaj, pij!

3 jabłka (wytnij gniazda nasienne)

2 pomarańcze

łyżka nasion chia

duży pęczek natki pietruszki

1/2 łyżeczki kurkumy

1/4 łyżeczki pieprzu kajeńskiego

Wszystkie składniki zmiksuj i wypij.

Ściskam, zdrowiejąca już Asia

DSC_0124DSC_0119

Koktajl z suszonymi ziarnami kakaowca

Zanim za chwilę wybiegnę z domu do pracy i wpadnę po kostki w biały puch (tak, tak, w centralnej Polsce jest od wczoraj dużo śniegu), chcę zaproponować Ci kolejne zielone śniadanie. Tym razem zmiksuj:

dwa banany

dwa kiwi

2 grejpfruty

3 łyżeczki sproszkowanego jęczmienia

pół szklanki wody

płaską łyżkę suszonych ziaren kakaowca

Miłego dnia, już pojutrze piątek!

Ściskam, Asia

DSC_0106DSC_0111DSC_0108

Zielony koktajl z ananasem

Ostatnia niedziela lutego przywitała mnie słońcem. W takie dni wstaję z przyjemnością, a gdy jeszcze mam czas na czytanie to jest po prostu wspaniale. W tygodniu skończyłam czytać biografię Wiery Gran i czekam, aż Sara z Muffin Case pożyczy mi dzienniki Astrid Lindgren. Ale ponieważ nie wypada czekać z założonymi rękami, wpadłam więc do kuchni po dobre śniadanie które także Tobie polecam. Do dzieła!

garść umytego szpinaku

2 banany pokrojone w plasterki

obrana ze skórki pomarańcza

dwa grube plastry świeżego ananasa pokrojone w kawałki

3 łyżeczki sproszkowanego jęczmienia

starty na tarce 3-centymetrowy kawałek świeżego imbiru

Wszystkie składniki zmiksuj, przelej do naczynia i pij małymi łykami. I co, jest pysznie?

Ściskam, Asia

DSC_0090DSC_0095DSC_0097

Zielony koktajl na śniadanie

Tak właśnie wyglądają od pewnego czasu moje śniadania. Victoria Boutenko będąca guru witarian twierdzi, że zielone koktajle to wspaniały zastrzyk energii a ja w pełni się z nią zgadzam. Myśl o spróbowaniu surowej diety chodzi za mną już pewien czas i czekam na odpowiedni moment by spróbować jej przynajmniej przez miesiąc. Zielone koktajle towarzyszą mi podczas pierwszego i drugiego śniadania i okazuje się, że warzywa i owoce można miksować w przeróżnych konfiguracjach. Nie ma sensu mieszać zbyt wielu owoców (lub warzyw) bo smak robi się nijaki, warto połączyć trzy-cztery składniki. Na początek zacznij tak:

3 pomarańcze

2 banany

2 kiwi

2 łyżeczki sproszkowanego jęczmienia

1 płaska łyżka nasion chia (szałwii hiszpańskiej, opcjonalnie)

pół szklanki wody

Owoce obierz, pokrój i zmiksuj. Ja używam zwykłego blendera zwanego żyrafą. Pij przez słomkę małymi łykami, delektując się smakiem. Nie wypijaj koktajlu jednym haustem, bo odbierzesz sobie całą przyjemność, jaką jest takie śniadanie. I jak smakowało?

DSC_0051DSC_0057

Szybka zupa dyniowa

Jeśli od pewnego czasu nie masz zbyt wielu wolnych chwil, aby stać w kuchni i pichcić, pokażę Ci jak piorunem zrobić zupę dyniową. Serio, przygotowanie nie zajmie Ci dłużej, niż 15 minut i od wejścia do kuchni i chwycenia noża aż do momentu delektowania się zupą nie minie więcej, niż 30 minut. Szast, prast! i po krzyku, masz pyszną zupę. Nie marnuję więc czasu na zbędne pisanie, tylko podaję Ci składniki. Czas start!

pół dyni piżmowej, obranej i pokrojonej w kostkę

dwie obrane marchewki pokrojone w cienkie paski obieraczką do warzyw

trzy średniej wielkości ziemniaki, obrane i pokrojone w kostkę

0,7 litra wywaru warzywnego (lub wody, wtedy jest jeszcze szybciej)

łyżeczka różowej soli himalajskiej (uwielbiam!)

świeżo mielony pieprz

dwie łyżki pestek dyni

łyżka oleju lnianego

Zacznij gotować ziemniaki w osolonej wodzie, po chwili dorzuć dynię i marchewkę. Przykryj i gotuj do miękkości. W międzyczasie praż na patelni pestki dyni i pilnuj, aby się nie przypaliły. Gdy warzywa w garnku są już miękkie, zmiksuj całość uzyskując gładki krem.

Przelej na talerz, posyp prażonymi pestkami, pieprzem i polej olejem lnianym.

Gotowe!

 DSC_0037DSC_0035DSC_0044

Zioła na lepsze trawienie

Zdarzają się takie dni, kiedy łakomie pochłaniasz, co popadnie? Zaczynasz od pszennej buły na śniadanie a kończysz na paczce pralinek wieczorem? No pewnie, że i ja robiłam takie numery. A fe! Za karę już wytrzaskałam się po łapkach i skruszona poszłam do kuchni po napar ziołowy ułatwiający trawienie. Nie wiem jak Ty, ale ja lubię takie napary i zapach ziół w ogóle i nie przeszkadza. Ten, który widzisz poniżej jest banalnie prosty w przygotowaniu. Koper włoski działa na trawienie, siemię lniane nawilża a szałwia dezynfekuje i odtruwa organizm. Napar możesz wypić gorący lub, jeśli lubisz, wystudzony. Przygotujesz go z poniższych składników:

1 łyżeczka ziaren kopru włoskiego

1 łyżeczka siemienia lnianego

pół łyżeczki suszonej szałwii

400 ml wrzątku

Zalej zioła wrzątkiem i zaparzaj pod przykryciem przed 8-10 minut.

Chlup!

DSC_0031DSC_0023DSC_0026