Muffiny z kaszy jaglanej <3

Oto drogi Czytelniku jesteś świadkiem mojego muffinowego debiutu. Nie lubię piec ciast i ciasteczek, kompletnie nie sprawia mi to frajdy a wręcz przeciwnie- proporcje się merdają, ciasto wychodzi za rzadkie albo za gęste, zawsze czegoś zapomnę dodać lub przypalę i spektakularna, dymiąca klapa gwarantowana. Wczoraj jednak w akcie natchnienia kupiłam blachę do muffinek z kompletem silikonowych papilotek. Zaryzykuję, pomyślałam. Przyniosłam blachę do domu i schowałam głęboko w szafie, bo nie planowałam piec muffinów w najbliższym czasie. Wieczorem siadłam do przeglądania vegespot i natknęłam się na muffiny jaglane mniammniamvege i… no nie, naprawdę nie mogłam ich nie zrobić choćby dlatego, żeby przekonać się, że takie ładne wcale mi nie wyjdą 😉 Dwie godziny temu wyjęłam muffinową blachę i papilotki i poszłam do kuchni. Dziękuję, mniammniamvege! ❤ Przepis zmodyfikowałam trochę, i w moim wydaniu wygląda on tak:

Składniki na 10 muffinów:

1 szklanka suchej kaszy jaglanej

2 szklanki mleka sojowego

2 czubate łyżki wiórków kokosowych

1 płaska łyżka nasion chia

płaska łyżka płatków owsianych

łyżka oleju rzepakowego

łyżka cukru z prawdziwą wanilią

2 łyżki melasy burakowej

łyżka octu jabłkowego

szczypta soli

łyżeczka masła klarowanego

Kaszę jaglaną zalałam mlekiem, dodałam wiórki kokosowe i płatki owsiane, szczyptę soli i masło klarowane. Gotowałam około 15 minut i zostawiłam do wystudzenia. Dodałam ocet jabłkowy, cukier i melasę, przejechałam blenderem i powstała dość gładka masa, choć dało się wyczuwać niewielkie grudki kaszy. Dodałam nasiona chia, wymieszałam i powstałą masą wypełniłam papilotki. Piekarnik rozgrzałam do 180 stopni i piekłam muffiny 35 minut tak jak radziła mniammniamvege.

Kiedy wyjęłam muffiny z piekarnika obawiałam się jednej wielkiej porażki. Chwilę przestudziłam, udekorowałam kilkoma kroplami melasy burakowej i kleksem smażonej aronii i… naprawdę, prawie przewróciłam się z wrażenia. Zanim przyszło opamiętanie, pochłonęłam dwa muffiny. Najgoręcej jak mogę, polecam: leć po blachę na muffiny i piecz. Piecz! ObrazekObrazekObrazek

A tak wyglądają po wyjęciu z silikonowej papilotki. Maddy doradza, żeby nie piec ich w papierowych papilotkach, bo kiepsko się odklejają. Faktycznie ma rację, polecam silikonowe: Obrazek

Panforte, czyli obłędna słodycz

Nie dalej jak miesiąc temu po raz pierwszy upiekłam włoski przysmak o wdzięcznej nazwie panforte. Nie byłam pewna, czy wszystko się uda, ponieważ mój piekarnik pozostawia wiele, oj wiele do życzenia. Zawzięłam się i zaryzykowałam, a efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Oto co potrzebujesz, żeby wyczarować ten deser:

40 g masła

120 g cukru

120 g miodu  (ja użyłam miód gryczany)

50 g mąki (polecam orkiszową)

100 g podprażonych orzechów laskowych (gdy będą gorące, łatwo zejdzie z nich skórka)

200 g migdałów w płatkach

100 g skórki pomarańczowej kandyzowanej

1/2 łyżeczki mielonego cynamonu

1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej (jaki zapach!)

3 łyżki karobu (zamiennik kakao, który szczerze polecam)

Masło powoli  rozpuść w rondelku i nie dopuść do tego, żeby się przypaliło. Dodaj cukier, miód i delikatnie podgrzewaj aż do rozpuszczenia się cukru, a następnie zostaw, aż wystygnie. W tym czasie porządnie podpraż na suchej patelni orzechy włoskie (w całości), chwilę odczekaj i gdy weźmiesz je do ręki zobaczysz, jak łatwo schodzi z nich skórka. Dzięki temu nie będą gorzkie.

Wsyp do miski mąkę, karob, skórkę kandyzowaną, uprażone orzechy, płatki migdałowe, przyprawy, oraz wystudzoną masę. Teraz zaczyna się bardzo przyjemna część pracy, mianowicie mieszanie masy (zrezygnuj z łyżki, ręką zrobisz to dokładniej), która będzie naprawdę bardzo gęsta i lepka, poświęć jej zatem odpowiednią ilość czasu, żeby była porządnie wymieszana. Całość przełóż do okrągłej formy wyłożonej papierem do pieczenia. Ja upiekłam panforte w formie do tarty. Wstaw do gorącego piekarnika (160 stopni) i piecz około 45 minut.

Przyznam, że moja część smakołyku zniknęła w przeciągu trzech dni, podobnie jak połowa, którą poczęstowałam przyjaciół. Z opowieści Mamy, która mieszkała w słonecznej Italii wiem, że kawałki panforte można przechowywać nawet przez kilka tygodni bez obawy, że wyschnie lub zepsuje się. Wystarczy owinąć folią i trzymać w suchym i chłodnym miejscu. Cóż, nie mogłam tego sprawdzić osobiście, ponieważ łakomstwo kolejny raz mnie pokonało, ale obiecałam sobie, że następnym razem, gdy upiekę panforte, kilka kawałków schowam na czarną godzinę. Życzę sobie powodzenia, a Tobie miłego pieczenia.ObrazekObrazek